Recenzja gry The Legend of Zelda: The Minish Cap

Nie będę ukrywał, że The Legend of Zelda: The Minish Cap to pierwsza Zelda w jaką miałem przyjemność zagrać. Ba! Nie mam nawet zamiaru zatajać faktu, że serię ograłem dosyć słabo. Więc przyjmijcie ten tekst, bardziej jako recenzję erpega aniżeli kolejnej gry z serii The Legend Of Zelda.

The Legend of Zelda gameplay

The Minish Cap to dwunasta gra serii The Legend of Zelda, wydana w 2004 roku na konsolę Game Boy Advance przez studio Flagship i Nintendo. W tej odsłonie po raz kolejny przyjdzie nam pokierować Linkiem, chłopcem w zielonej czapeczce, który jest swoistym specem od ratowania księżniczek.

„A long, long time ago”

Po uruchomieniu gry wita nas krótki film wprowadzający. Zilustrowana zostaje historia małego Picori, który podarowując ludziom miecz, przywrócił pokój w królestwie Hyrule. Po krótkim i czytelnym wstępie przechodzimy do upragnionej rozgrywki. Nie będę szczegółowo streszczał początku fabuły, gdyż nie o to w tym chodzi. Nadmienię jedynie, że księżniczka Zelda, córka władcy królestwa Hyrule, została przemieniona w kamień przez złego Vaati. Jak nie trudno się domyślić, zadanie uratowania jej zostaje przydzielone właśnie nam.

Od samego początku przygody gra wprost emanuje magiczną i pozytywną energią. W The Legend of Zelda: The Minish Cap magię czuć dosłownie na każdym kroku, przez co wszelkie próby oderwania się od konsoli będą kończyć się fiaskiem. Ma w tym swoją zasługę piękna oprawa audiowizualna. Pikselowe postacie, barwne domy, kolorowe i niezwykle zróżnicowane lokacje nadają grze unikalnego klimatu. Cukierkowa grafika doskonale współgra ze ścieżką dźwiękową, która została dobrana indywidualnie do każdej z lokacji (a tych jest naprawdę wiele). Jakby tej „słodkości” było mało, każda postać z jaką miałem przyjemność porozmawiać jest przyjaźnie nastawiona do małego Link’a, przez co świat odbieramy jako naprawdę sympatyczny. Co niektórzy mogliby odnieść wrażenie, że The Minish Cap to gra stworzona dla najmłodszych odbiorców, całość jest jednak dobrze zbalansowana i starsi wiekiem gracze nie poczują się w żaden sposób odrzuceni bajkowym klimatem.

The Legend of Zelda Minish Cap Hyrule map

Świat w The Minish Cap naprawdę robi wrażenie

Jak powiedziałem wcześniej, do dyspozycji mamy naprawdę sporo lokacji. Mapa w The Minish Cap jest ogromna jak na produkcję tego typu. Przyjdzie przemierzać nam tereny od Hyrule Castle, przez Minish Woods i Mt. Crenel po Wind Ruins czy Lake Hylia. Każde z miejsc jest niepowtarzalne i posiada swój własny mikroklimat. Także zadania i zagadki jakie będziemy na nich wykonywać są indywidualnie dobrane do każdej lokacji i z pośród multum łamigłówek jakie zostały zaimplementowane do gry, żadna nie powtórzy się ani razu.

The Legend of Zelda Minish Cap gameplay

The Minish Cap pozwala nam podziwiać Hyrule z dwóch perspektyw

Sam sposób w jaki będziemy odbierać świat Hyrule jest dwojaki. Przemierzamy krainę oczywiście jako Link, jednak miejscami zmniejszymy się do rozmiarów mrówki. Spacer między źdźbłami traw, wizyta w domku wyciętym wewnątrz książki, czy odwiedziny u skrzatów zamieszkujących warsztat szewski są bardzo ciekawym doznaniem. Oglądanie potężnych, ludzkich przedmiotów z perspektywy małego Linka dodaje grze jeszcze więcej uroku i sprawia, że nigdy się nią nie znudzimy. Ja od Minish Cap wprost nie mogłem się oderwać!

Warto wspomnieć o drobnym smaczku, dodatkowo przyciągającym do tytułu. Mowa tutaj o medalionach jakie możemy znaleźć przemierzając krainę Hyrule. Kingstones (bo tak zwą się w grze) występują w wielu kształtach i kolorach. Gdy spotkamy jakąś postać możemy spróbować dopasować z nią naszą kolekcję. Pasujące medaliony połączą się, a to przyniesie nam różnorakie profity. Od niewielkich, jak skrzynki z kryształami, do bardzo pomocnych, jak dodatkowe serduszka lub dostęp do ukrytych miejsc.

gameplay Hyrule

Na swojej drodze, wraz z postępem, natrafiać będziemy na różnego typu znajdźki umożliwiające przejść dalej. W swoje ręce dostaniemy m.in. różdżkę przewracającą przedmioty do góry nogami, dzban dzięki któremu zdmuchniemy lub przyciągniemy strumieniem powietrza jakiś przedmiot czy buty dające nam możliwość biegu po grząskim bagnie. Gra wymaga wykorzystania przedmiotów na wiele sposobów, przez co często przyjdzie pogłówkować nad formą ich użycia. Na szczęście w razie potrzeby z pomocą przyjdzie nam zaklęta czapka, którą Link cały czas nosi na swojej czuprynie i która w chwilach zagubienia przypomni o aktualnym zadaniu.

 gameplay Link

Nie zabraknie tu również unikalnych i niebezpiecznych bossów, z którymi zmierzymy się na końcu każdej lokacji. Tu także będzie trzeba trochę pomyśleć nad wykorzystaniem specjalnego ekwipunku, gdyż nie każdy padnie od prostego ciosu mieczem. Finałowe walki są o tyle cięższe, że pod gradem uderzeń serduszka ubywają dość szybko, a tempo walki jest wysokie, więc nie raz i nie dwa będziemy musieli wielokrotnie powtarzać starcia, nawet jeśli znaleźliśmy słabe punkty wroga. Mimo to, grając w The Minish Cap rzadko doświadczałem uczucia frustracji, a same zwycięstwa są szczodrze nagradzane co potęguje poczucie satysfakcji po zakończonej potyczce.

Kończąc wywód o przygodach Linka, mogę śmiało stwierdzić, że The Legend of Zelda: The Minish Cap to gra świetna w każdym calu. Każdy element rozgrywki, poczynając na fabule, oprawie audiowizualnej i na samej mechanice kończąc jest niezwykle dobrze dopracowany i współgrający z resztą. W żadną inną grę mobilną nie grało mi się tak przyjemnie i z pewnością, gdy będę miał trochę czasu, z przyjemnością powrócę do królestwa Hyrule.

Redakcja

GameSouls.pl to portal powstały w 2020 roku, od podstaw budowany przez graczy dla graczy. Tworzymy poradniki, recenzje oraz publicystykę o grach i dziełach popkultury. Wszystko bez banerów reklamowych na całe strony.